
fotka 1, 2/ życie w Melbourne, miasto, plaża, kite surfing.
Melbourne w odróżnieniu od Sydney ma zatokę, by nie rzec zatoczysko, a nie podziargane zatoczki ;), płyciej, mniej fal, więcej wiatru – to moje subiektywne wrażenia – więcej kite surfingu. Oczywiście, ci co tego nie robią mówią, ze to niebezpieczne zdarza się kajtserfingowcom wylądować w dziwnych miejscach; ostre skały, murki i drzewa.Tak po prostu, trzeba mieć siłę w rękach, ale mnie i tak się to podoba, wydaje mi się fajniejsze niż deska z żaglem, a i tak sama deska jest najfajniejsza – muszę wrócić do AU w tym celu ;)


Fotka 3/ Teatr – jakiś stary, zbudowali go sobie od razu, wiec pewnie ma coś koło setki, może bliżej dwóch, dziwny kraj bez europejskiej historii (chociaż M. ma najwięcej budowli wiktoriańskich, tylko trochę mniej niż Londyn), a na nieeuropejską zlewają się znacznie, aborygenów w tkance miasta prawie nie ma, byli w Newton, w jednej mocno alternatywnej knajpce.

fotka 4/ Fajny napis - fotka z samochodu, sorki za jakość - BAW SIĘ MOCNO, POZOSTAŃ TRZEŹWY (ALE TEZ CZYSTY OD DRAGÓW). Na plażach generalnie panuje prohibicja, jak spacerowałam molem, jechała shrittempem policja i za jakiś czas mnie ominęła i widziałam, że rozmawia z jakąś głośną młodzieżą, ale nie wiem, czy oni coś wchłaniali, jak dla mnie tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz