niedziela, 27 grudnia 2009

Początek - mocno roboczy


Fotka 1/
to jest ten stary sklep QVB, w któym zblazowni i ci co mają jachty pod oknami swoich loftów robią zakupy, by być trendy. Jakby ktoś był zainteresowany zakupami w rezczonym sklepie podaję adres Queen Victoria Building 455 George Street2000 SYDNEY ;) Na zdjeciu jest zegar, na któym jest wszytko: pory roku, daty, widoczki AU oraz historia ego kraju, nie pomijającva brutalnego początku, jest nawet scena z biczowaniem jakiegoś skazańca, ale co sie dziwić temu dziwnemu k-rajowi, skoro ab9orygeni mają cokolwiek do powiedzenia od lat 70. Nalezy podkreslić słowo cokolwiek. Zresztą aborygenó zobaczyam pierwszy w drugim tygodniu pobytu w Muzeum Narodowym, coś przepieknego,m bardzo stara rasa. O MN jesze bedzie.
Jeszcze traka uwaga technioczna, jak coś nakłamię i sie na tym złapię to sie poprawię, ale nie będę poprawiać w tekście, bo się słabo znam na tym blogu.
Fotka 2/ okolice smietnika, przy domu, w którym jestem goszczona. Wiecie tak wyglada śmietnik w raju.















Fotka 3/ zaraz po przylocie 2,45h do Londynu, 11,05h do Bangkoku (tankowanie) i tylko 9h do Sydney o 6:00am. chyba nie umiem spać w samolocie, ale wciągnęłam całego "Homo bimbrownikusa" Pilipiuka. Trochę zaczęło mnie telepać. Jest tylko 31 stopni na plusie. Ale przyznam, z eprzezombirowałam ten dzionek dzielnie, wieczorkiem padłam. I od dnia następnego jestem pełną Australijką - zero jakichkolwiek problemów z 0pzrestawieniem czasu i aklimatyzacją. Pełen aplauz i zachwyt, no... troche zimno te 31 stopni, ale wietrznie.


Posted by Picasa

Brak komentarzy: