Na fotce 2 - wampirki, czyli gacki, maja tutaj taki dzienny tryb życia i wiszą na drzewach. Nie są małe. Na oko wielkości wrony, a moze i nieduzej kurki.
Fotka 3/ karmienie gołębi... przepraszam papug - są troche rozbestwione, jak tylko zobaczyły papier od kanapki od razu przeszły do ataku, normalnie zeżarły mi kotleta - a był to burger w rozmiarze au za 8$, ten kotlet do tego burgera to chyba był z indyka, nie bylam w stanie skończyć takiego obiadu, ale dzięki temu papugi miały frajdę/ Tak naprawde to nie wiem, kto w końcu ukradł resztki tego kotleta, bo byłą chmara ptaków, moze papugi posądzam niesłusznie.
Za chaos pisania przepraszam, robię to nocami, by nie przeszkadzać rodzinie - a sypiam w living roomie, bo to jedyne miejsce, gdzie znalazłam zakątek dla siebie, czuję się trochę przytłoczona ilosćią rodziny - chyba jestem mało zsocjalizowana pod tym względem.
Fotka 4/ niedaleko jest zakatek sekulentów = poczułam się, jak Alicja w Krainie Czarów, wszytkie kaktusy z doniczek w gigantycnych rozmiarach. Będę tu jeszcze. Fotografia tego nie oddaje, bo zdjecia trzeba robic z człowiekiem, by mieć skalę.
Wogóle całay BG jest świetnie zaprojektowany, jak i całe Sydney, być moze i cała AU? ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz